Zarejestruj się, lub zaloguj, jeśli posiadasz już konto by uzyskać możliwość wypowiadania się na forum



 
IndeksPortalFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Witamy na Zagrodzie Mgły, największym, nieoficjalnym forum o Howrse!
Wymień się pocztówką! Klik!
Kanał na YT o Howrse - serdecznie zapraszamy! Klik!

Share | 
 

 Historie sprzed lat. Krwawa jatka w sodówce na Lubartowskiej

Go down 
AutorWiadomość
Lubelak
Administrator
avatar

Liczba postów : 2676
Dołączył : 18/01/2011

PisanieTemat: Historie sprzed lat. Krwawa jatka w sodówce na Lubartowskiej   Nie Lip 13, 2014 2:33 am

Śpiewał i tańczył na podwórkach. Był szalenie popularny. Gdy karzeł Srulkele zorganizował swoje własne wesele, za wstęp kazał płacić. A ludzie walili drzwiami i oknami. Patrzę na jego ostatnie fotografie. Na plecach dźwiga resztki dobytku, walizę, do której przywiązał kołdrę


Żydowski Lublin to nie tylko elity, ale także cała gama barwnych postaci: nachalnych żebraków, krążących po ulicach pomyleńców, bezwzględnych rzezimieszków, przebiegłych oszustów, wymyślnych złodziei, typów spod ciemnej gwiazdy - słowem, wszystkich tych, o których "wielka" historia milczy. Bo pamięć o świecie, który bezpowrotnie przeminął, ulega często daleko idącym deformacjom.

Zaduma nad biegnącym nieubłaganie czasem i sentyment za minioną rzeczywistością sprzyja jej idealizacji. Pamiętamy o znaczących wydarzeniach i wybitnych postaciach, które w przekazie historycznym wybijają się na pierwszy plan, niejednokrotnie przysłaniając nam całkowicie różnorodność i wielobarwność przeszłości.


Nie inaczej jest z żydowskim Lublinem. Utrwalany od wielu lat wizerunek lubelskiej społeczności żydowskiej do znudzenia, niczym mantry, używa tych samych klisz i pojęć. Słyszymy wciąż o uczonych rabinach, pobożnych chasydach, bogatych kupcach, jesziwie, Widzącym z Lublina, Szerokiej 28, Majerze Szapiro... Wciąż te same nazwy, postaci i wydarzenia.

Tymczasem o "bohaterach masowej wyobraźni", których wyczynami żyła ulica, dziś nikt już nie pamięta. Zapomnieniu uległy ich twarze, nazwiska i przydomki. Opisy ich "dokonań" znaleźć można jedynie na łamach dawnej prasy żydowskiej, czytelnej niestety dla nielicznych. A przecież kiedyś znali ich prawie wszyscy lubelscy Żydzi. Opowiadano o nich najróżniejsze historie, rozmawiano, żartowano, przeżywano ich sukcesy i porażki.

Arystokrata żydowskiego półświatka

W opisach tego typu celował zwłaszcza drugi co do poczytności po "Lubliner Tugblat" lubelski dziennik jidysz, czyli "Lubliner Unzer Express" (Nasz Express Lubelski). Był lokalną mutacją popularnego warszawskiego dziennika "Unzer Express" i ukazywał się w Lublinie w latach 1931-32. Gazeta powstała jako konkurencja dla "Lubliner Tugblat", z którym - nie przebierając w środkach - walczyła o czytelników. W kilku jej numerach z początku listopada 1931 r. znaleźć możemy scenki z burzliwego życia dwóch miejscowych "bohaterów" - niejakiego Joszki Flaka i karła Srulkele.

Pierwszemu z nich poświęcono artykuł pod wielce wymownym tytułem "Jeden lubelski bandzior rachuje kości drugiemu".


Joszka Flak (w jidysz: Joszke Wamp) należał do arystokracji żydowskiego półświatka w Lublinie. Interesy załatwiał szybko i zdecydowanie. W powszechnej opinii lubelskich Żydów Joszka jak mało kto nadawał się do wykonania zleconej mu "mokrej roboty". Pewnego razu zwrócił się do niego "klient", który od dłuższego czasu nie mógł wyegzekwować długu od pewnego kupca z ul. Lubartowskiej, właściciela sklepu-sodówki. Joszka zgodził się podjąć wyzwanie. Na jego nieszczęście, poinformowany o czekających go "odwiedzinach" kupiec postanowił działać. Wiedząc, że sam nie da Joszce rady, wynajął mu - jak to ujmuje gazeta - "godnego przeciwnika, nie kogo innego niż gojskiego bohatera i słynnego zawadiakę", którego lubelscy Żydzi znali pod pseudonimem "Pretensje-zucher" (z jidysz: przestępca, zajmujący się ściąganiem haraczy).

Pretensje-zucher wchodzi do akcji

Według relacji dziennika, poprzedniej nocy, czyli 1 listopada 1931 r. w sodówce kupca dłużnika zjawił się bojowo nastawiony Joszka Flak. Wchodząc do sklepu, zakrzyknął: "pieniądze albo życie!". Tam jednak czekał już na niego "pretensje-zucher". Pomiędzy "bohaterami" doszło do krwawej jatki. Joszka zebrał ciężkie cięgi, spadł ze schodów z rozbitą głową, zaś z jego ran - jak to obrazowo ujęto w gazecie - "krew tryskała jak z zarzynanej świni".

Epilog tej opowieści miał miejsce następnego dnia, w jednej z piwiarni na przedmieściu Piaski, dzielnicy przedwojennego Lublina słynącej z dużej aktywności półświatka przestępczego. Joszka ze swymi kamratami zasiadł przy stole na honorowym miejscu, z obandażowaną głową i podbitymi oczami. "Przy dziesiątej flaszce piwa - relacjonuje gazeta - Joszka wstał z miejsca i uroczyście zaprzysiągł, że nie odpuści swojej krzywdy, całą Lubartowską wywróci do góry nogami, a bandzior, który mu porachował kości i jego patron - frajerowaty kupiec, będą jeszcze gryźć ziemię "

Gazeta niestety milczy, czy buńczuczną zapowiedź zemsty udało się Joszce spełnić.

Karzeł Srulkele się żeni

Druga z opowieści ma o wiele łagodniejszy charakter, choć niewykluczone, że życie dopisało do niej tragiczny finał. Przedstawia on życiową decyzję niejakiego Srulkele, popularnego w mieście badchana, czyli zawodowego wesołka weselnego, który postanowił się ożenić. Wesele Srulkele odbyło się niemal w tym samym czasie, co niefortunna wyprawa Joszki Flaka po odbiór długu, czyli we wtorek 3 listopada 1931 r.


Tego dnia wieczorem do mieszczącej się przy ul. Nadstawnej i należącej do niejakiego Zajfsztajna sali weselnej Obywatelska z różnych stron miasta ciągnęły tłumy ludzi. Srulkele - karzeł, który śpiewał, tańczył i zabawiał lubelską publiczność na podwórkach, weselach, bar micwach i innych radosnych uroczystościach znalazł - jak to ujęto - "partię jeszcze o centymetr niższą od siebie". Właściciel sali wynajął ją niecodziennej parze za darmo, zaś pracodawca ojca Srulkele, z zawodu tragarza, dał pieniądze i inne potrzebne na wesele rzeczy.

Jak zauważała gazeta: "Sam jednak Srulkele nie próżnował. Przy drzwiach wejściowych do sali ustawił biletera, który sprzedawał karty wejściowe. Pieniądze płynęły pełnym strumieniem. Niejeden kupiec z Lubartowskiej cieszyłby się takim utargiem w ciągu całego tygodnia. Na ulicy było aż czarno od ludzi, a w sali jeden stał niemal na drugim. O ósmej wieczorem za żadną cenę nie można już było kupić biletów. Wewnątrz sali było wesoło: wódka lała się strumieniami, ciasta jedzono, aż się uszy trzęsły, zaś Srulkele wyprawiał swoje sztuczki: tańczył i śpiewał, a przygrywali mu miejscowi klezmerzy. Sam odgrywał jednocześnie rolę pana młodego i badchana... Zebrany tłum bawił się do białego rana".

Tragiczny koniec

Wertując strony lubelskich gazet jidysz nie natrafiłem więcej na żadną wzmiankę o pomysłowym karle. Mimo to, czytając artykuł o Srulkele, miałem nieodparte wrażenie, że wiem o nim coś jeszcze, znam po części jego dalsze losy, a nawet... widziałem jego twarz. Po głowie krążyła mi niepokojąca myśl, że ciąg dalszy opowieści o wesołym Srulkele ma jakiś związek z okresem wojny. W końcu sobie przypomniałem.

Leży przede mną kolekcja zdjęć z akcji wysiedlenia Żydów z Lublina, którą Niemcy przeprowadzili tuż przed stworzeniem getta, w marcu 1941 r. Chcąc zredukować liczbę Żydów w stolicy dystryktu, w jej ramach przesiedlono około 10 tys. osób, głównie biedotę, do mniejszych miejscowości pod Lublinem.


Na kilku z fotografiach widzę Srulkele. Stoi razem z równie niską żoną, która trzyma na ręku zawinięte w koc dziecko. On sam na plecach niesie resztki dobytku, w walizie, do której przywiązał kołdrę. Para wygląda biednie, karzeł ma na nogach dwa różne buty. Inny czas, tragedia wojny, widmo wiszącej w powietrzu zagłady, jednak widok niecodziennej pary nadal przyciąga uwagę. Tym razem już nie lubelskich Żydów, ale ich oprawców - niemieckiego fotografa, który postanawia uwiecznić na kliszy niecodzienny widok. Można się domyślać, jakie pobudki nim kierowały. Hitlerowska propaganda celowała w przedstawianiu Żydów jako "podludzi", "zdegenerowaną" i "wynaturzoną" rasę. Z lubością uwieczniano więc wszelkie odbiegające od normy deformacje, ludzi kalekich i skrzywdzonych przez los.

W odróżnieniu od intencji autora zdjęcia, przedstawiciela zbrodniczej ideologii, nie wiem, o czym myślał uwieczniony przez niego Srulkele. Nie wiem też niestety, dokąd go wysiedlono, ani jaki był ostateczny los lubelskiego karła, jego żony i dziecka.





Artykuł skopiowany
Autor Adam Kopciowski 
Gazeta.pl Lublin

______________________________

Aby korzystać z Internetu potrzebny jest IP. IQ niestety nie ...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.howrse.pl/joueur/fiche/?id=494332
 
Historie sprzed lat. Krwawa jatka w sodówce na Lubartowskiej
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: OFFTOPIC :: Rozmowy :: Ciekawostki historyczne-
Skocz do: